Macierzyństwo w jednym zdaniu?

Zastanawiałam się w sumie dość długo, jak jednym zdaniem opisać okres macierzyństwa. Od razu nasuwała mi się myśl o ciągłym dosypianiu, gdzie tylko można po nocnych płaczących akcjach. Brudnych ubrankach po jarzynowych zupkach i plamach, które nie chcą się doprać. Stresy związane z pierwszymi krokami w dorosłość. Zastanawianie się, czy to może zjeść, czy może lepiej odczekać jeszcze miesiąc. Założyć czapkę, czy chustkę, a może lepiej niech biega bez. Rozważanie, co trzeba jeszcze zrobić i podział swoich obowiązków, na rzeczy ważne, mniej istotne i te, które mogą poczekać na odpowiednią chwilę. Zawsze jest coś do zrobienia, poprawienia, załatwienia.

Mama to osoba, która ma komputer w głowie, a sama niczym robot opanowuje wszystkie czynności jednocześnie. Jest w stanie przypilnować dzieci, terminarz szczepień oraz wszelkich wizyt kontrolnych, o niczym nie zapominając. Choć ten robot, też czasem potrzebuje spokoju i chwili relaksu. A mimo wszystko zamiast się odprężyć myśli, co jeszcze jest do załatwienia, a o czym zapomniałam. Więc, chyba trudno w jednym zdaniu dokładnie określić, jak wygląda macierzyństwo. Każda mama jest inna i wszystkie wykonują swoje obowiązki należycie, ale na swój własny sposób. W różnym tempie, czasie i według innych priorytetów. Jednak odczytane ostatnio zdanie na jednym z portali, wpadło mi w oko i myślę, że idealnie odzwierciedla wszystkie domy, w których pojawiło się nowonarodzone dziecko.

„ Znasz to uczucie, gdy późnym wieczorem leżysz w łóżku i wiesz, że cały dom jest wysprzątany, a pranie wyprasowane? Tak…ja też nie kojarzę”.