Macierzyństwo sterylność i higiena

Dbanie o to, aby nasze dziecko było zdrowe i wiecznie wypielęgnowane przeraża mnie totalnie, gdy widzę dzisiejsze mamy, które co do milimetra pucują smoczek, czy podawaną łyżeczkę dziecku. Ba, nie raz byłam świadkiem sytuacji, gdzie małe dziecko nie może zostać wzięte na ręce przez dziadka, bo się przestraszy. W domu babci rozkładane trzy warstwy kocy, bo na kanapie na pewno są zarazki. Szczytem wszystkiego było wyciąganie na rodzinnej imprezie talerzyka, miseczki oraz sztućców, przez mamę zaproszonego dziecka i to tłumaczenie: „ no wiesz zarazki”.

Nie biegaj boso po trawię, grube skarpety na nogi do spania, co z tego, że noc ciepła. Broń boże nie bierz smoczka, który upadł na podłogę, od razu osobny woreczek, a w domu gotowanie i wyparzanie. Najbardziej nie mogę patrzeć, na te biedne maluszki, które w sierpniowe południe, gdy na dworze trzydzieści stopni, biegają w rajstopach i czapce zawiązanej na uszy. Nie to nie jest macierzyństwo, to jest przesada.

Nie chcę myśleć, jak będą chorowały te dzieci. Oczywiście trzeba uważać, zachować środki ostrożności i higieny, ale tu nie chodzi o sterylne chowanie dzieci. Tak, chowanie, bo to nie jest wychowywanie. Dlatego też rodzi się tak wiele kontrowersyjnych i sprzecznych informacji, o tym jak macierzyństwo przerasta młode mamy, które nie nadążają za dzieckiem i ciągłym czyszczeniem jego smoczka.

Z żalem patrzę na te wszystkie alergie kontaktowe, na skutek włożenia do buzi patyka, czy kamienia. Wrzućmy na przysłowiowy luz i nie dajmy się zwariować.